Strona:Władysław Stanisław Reymont - Krosnowa i świat.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— Boleś, czy ty śpisz?
Chory otworzył podsiniałe oczy. Przy drgającym płomyku świecy i odblasku śniegu z dachów, ta improwizowana uczta wigilijna zdała mu się sennem przywidzeniem. Nie mógł oczom uwierzyć.
— Bolek, obudźże się! To wigilja! Nie można pozwolić, abyśmy się choć chlebem nie przełamali?
Uniósł chorego i oparł na poduszkach. Napełnił kieliszki, nakrajał chleba i — poczęli się łamać. Długo trzymali się w bratnim uścisku, łzy tamowały im mowę...
Poczęli snuć cudną a przebolesną przędzę wspomnień, przerywaną raz po raz wykrzyknikiem: — Pamiętasz?
Powoli ożywiał się Bolek, rozgadał, rumieniec krwawą plamą wystąpił mu na policzki, gdy z dziecięcą prostotą poprosił Stefana o kolędę:
— Dobrze, a którą mam ci zaśpiewać?
— Wszystko jedno, którą pamiętasz.