Strona:Władysław Stanisław Reymont - Krosnowa i świat.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

niało lasem. Pamiętasz lasy, Stefku? Pamiętasz?
— Oh, tak, pamiętam — szeptał zdławionym głosem Stefan.
Chory, mówiąc o lasach, uniósł głowę, oczy mu rozgorzały, pierś podnosiła się szerokim oddechem, jakby wciągał w płuca balsamiczną woń lasów.
Lecz jak na to zaradzić? Obaj biedacy, nie mają grosza przy duszy. Stefan ma wprawdzie pierścionek z niebieskiem oczkiem, pierścionek nieraz ocalony kosztem głodu, lecz jest to skarb, który chowają na jeszcze cięższe czasy, które ich czekają po opuszczeniu szpitala.
— Biedny Bolek, taki chory, może się już nie wyleczy? Możeby sprzedać pierścionek i urządzić mu wigilję? — rozmyślał Stefan... Wahał się! Lecz widok cierpiącego towarzysza zdecydował.
Nieznacznie wezwał dozorcę, coś z nim szeptał, radził, liczył. Zdjął z palca pierścionek i wsunął mu w rękę.
A kiedy nastała noc, podchodził co