Strona:Władysław Stanisław Reymont - Krosnowa i świat.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
WIGILJA WYGNAŃCÓW.

Dwóch ich było — nazywali się... zresztą cóż po nazwiskach? Wystarczą numery, wypisane nad łóżkami. Na czarnej tablicy bielą się cyfry: 43 i 44. Być może, iż sami zapomnieli swych nazwisk, które nosili gdzieś, w ojczyźnie dalekiej.
Przeszli tak straszne koło nieszczęść, zawodów, widzieli rozsypujący się w gruzy czarowny gmach nadziei. Przetrwali wszystko — pół kraju spłonęło, tysiące bohaterów legło w ciszy śmierci... Oni pozostali. Dlaczego? Czyż mogli wiedzieć? To jedno tylko wiedzieli, że się znaleźli pod obcem, wrażem niebem, na twardym barłogu szpitalnym, z resztkami życia.
Zapomnieli swych nazwisk, jakgdyby pragnęli zapomnieć o swem istnieniu.