Strona:Władysław Stanisław Reymont - Krosnowa i świat.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

wstrząsa łkaniem małych i pokrzywdzonych i rytmem, pełnym przejmującej skargi, żalu i groźby, płynie tam... gdzieś... gdzie ów Nieznany na tronie Przemocy.

I znów łagodnym spadkiem przechodzi do preludjum Chopina — niewysłowienie słodkiego marzenia duszy chorej.

— Ach, preludjum! — wstrząsnął się stojący przy oknie, zapatrzony w głąb siebie. Zaczął powtarzać cichym, śpiewnym głosem:

Cicho, o myśli! — bo tęsknoty fala

Za jasną śmiercią — spokoju mirażem,
Tak się w mej duszy czarownie skrysztala,
Że umrzeć pragnę — umrzeć, lecz z nią razem.
Cicho, o serce! Za czem tęsknisz, za czem?
Za bratem-smutkiem, za cyprysów wonią?
Za nędzą bytu, troską, bólem, płaczem?
Za tem Nieznanem, które wszyscy gonią?
Cicho! o cicho! — Nie widzę już świata,
Nie pomnę życia, ni cierpienia burz,
Ziemia mnie w szpony swoje nie oplata,
Prócz jej miłości, nie pomnę nic już.
Cicho, ach, cicho! rozpływam się w ciszy,

Jakżem spokojny! Duch zrywa już pęta.