Strona:Władysław St. Reymont - Z ziemi polskiej i włoskiej.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W tablinum dobrze zupełnie zachowane freski: śmierć wleczonej przez byka Dirce, Bryzeis uprowadzana przez Agamemnona, tancerki, trytony, centaury, sceny lubieżne i niezmiernie proste. Są to tylko dekoracje mieszkań, bez perspektywy, jedna lub dwie figury na tle ciemnem, to znowu kawałki krajobrazów — bardzo mało koloru, tony są ledwie zaznaczone i umyślnie przyćmione, aby zbytnio nie zatrzymywały oka w półmroku pokoju. Ściany powleczone farbami czerwonawemi i czarnemi, po których fryzach biegną arabeski zadziwiającej lekkości.
Szkoda tylko, że dwie główne ściany tablinum zostały uszkodzone, i to, jak się zdaje, już w starożytności.
Prawdopodobnie po katastrofie roku 79-go, kiedy jeszcze sterczały wierzchy domów z pod żużli i lawy, niejeden z mieszkańców, jeśli ocalał, albo, co najmożliwsze, rozmaici łupieżcy przedsiębrali poszukiwania, kopiąc doły i krużganki pod ziemią, dobierając się do wnętrza, aby zabrać, co było kosztowniejszego. Dlatego, zdaje się, te dwie ściany przebite znaleziono w nowo odkopanym domu.
W perystylu jasnym, świecącym marmurem śnieżnej białości na posadzce, przedstawiającej jakiś korowód wozów, stoją dwa posążki amorków i dwie bachantki. A w atrium dwie całe zupełnie kolumny z bronzu i posążki, pokryte niebieskawą pleśnią starości — dwóch chłopców, trzymających owoce i ptaki, pogiętych, tłustych, w jakimś zmanierowanym stylu. Posąg Janusa dopełnia całości.