Strona:Władysław St. Reymont - Z ziemi polskiej i włoskiej.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


było nawet dla nieustraszonych legjonów rzeczą niewykonalną, ginęło wtedy tysiące chrześcijan, ale z tego powodu później robiono liczne i tajemne wyjścia na powierzchnię ziemi, które jeszcze w ostatnich czasach odnajdują.


∗             ∗

Wejście do katakumb ś-go Kaliksta znajduje się zaraz przy drodze Appijskiej. Przechodzi się furtką i przez szczątki i rozwaliny jakichś murów starożytnych wchodzi się na wzgórze kamieniste, w miły chłód i cień akacyj i figowców, tworzących szpaler nad uliczkami, starannie utrzymanemi i obramowanemi krzewami róż kwitnących i całą masą różnobarwnych kwiatów, a rodzaj ogrodzenia tworzą ułamki rzeźb, kapitele, tablice z napisami, fryzy poczerniałe, czasem jakiś Pan lub Bachus leży w połowie zakopany w ziemi, i osłania sobą delikatne łodygi kwiatów od nóg przechodniów.
Atmosfera pełna wiosny, słońca i zapachów otoczyła nas zupełnie. Łagodne stoki wzgórza zieleniły się zbożem i winnicami. Pola kwitnących grochów mieniły się delikatnemi kwiatami pomiędzy białemi, jakby odartemi ze skóry pniami eukaliptusów. Ludzie pojedyńczo i gromadkami pracowali po polach. Wielkie białe woły ciągnęły wozy, naładowane trawą, a bliżej, tuż za namiotem, stojącym przy zejściu do katakumb, w którym trapiści sprzedają likier z eukaliptusów, miód i różne pobożne przedmioty, kilka młodych dziewcząt pełło czy okopywało karczochy. Śmiechy wesołe, rozmowy i śpiewy rozchodziły się czystemi dźwiękami po wzgórzu.