Strona:Władysław Sebyła - Koncert egotyczny.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Potem dalej kłamliwem słowem szumiał w uszy.
(Dzwoniły padające za oknem kasztany,
po szybie błądził liścia cień rozkołysany,
psiem szczekaniem na kogoś wicher zawieruszył,
i patrzyłem mu w oczy głębokie i puste,
jakby w nich nocne wody stały czarnem lustrem):

— Kto ty jesteś, człowieku, który już nie szukasz,
który nie wątpisz, który już nie badasz
zapachu drzew, kwitnących na wiosnę po sadach,
nie słuchasz kosów pogwizdywań w bukach,
który na wszelkie z ciemnością zmagania
masz odpowiedzi, zawarte w pytaniach?

Osaczony przez rzeczy, przytomny konaniu
prawd starych, obłąkany rytmem gwiazdozbiorów,
zgubiony we mgle rannej nadmorskich ugorów,
i w oliwnem ciepłego morza kołysaniu,

uwiedziony przez wiosnę, oblany zarzewiem
zorzy zachodniej, w śpiewie ponocnym słowika
szukałeś prawdy świata, będąc pewien,
że kwiat z drzewa, jak słowo ze słowa wynika.