Strona:Władysław Sebyła - Koncert egotyczny.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II

Jabłonie biało jak co roku kwitną.
Jabłonie biało... Dłonią nieuchwytną
strącane płatki różowe i białe
sypią, jak skrzydła motyli omdlałe.
Jabłonie?...
Trudno brnąć przez gąszcze słowa,
które nie mówi prawdy. Kłamie mowa.
Kłamiąc, buduje świat, którego niema.
Jabłonie?!...
W cieniu drzew kwitnących drzemać,
czy nie to samo, co słowem się karmić?
Cień chmury płynie po wiosennej darni,
jak cienie słów, któremi świat rzeczy nakryty.
Słowa — to czynów mity.
Słowa, słowa... Jak nam wyjść z pustyni,
którzy szukamy prawdy tego świata?
Piach słowo, którym lada wiatr pomiata
i lotnym pyłem prosto w oczy dymi,
i łudzi majakami palm, co nie istnieją.

Szukanie... szukać...
W rannej mgle koguty pieją,
i wiatr od wody kołysze kostrzewą,
i zadymiły czuby drzew.