Strona:Władysław Sebyła - Koncert egotyczny.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


1

Już nocny wiatr nas pustoszy
i zimne niebo ogarnia,
czerwone liście klonów jesienną podściółką się kładą,
straciły nasycenie trawy niegdyś zielone
i poszarzały rzeczy — znużone
jednostajnością trwania.

Tak samo jak Ty się męczymy
falami twych walców płukani
i roztapiają się sosny, podszyte suchym wrzosem,
w zgęstniałym chłodzie.
Nad taką samą wodą — objęci zadumaniem —
czekamy
na plusk samotnych wioseł
nadpływającej łodzi.

W ponocnej pustce — samotni
stoimy w zdumieniu niemem,
że już nie krzyczą słowiki od niepojętej rozkoszy,
— a białe gwiazdy płyną — jak zawsze —
nad czarnoziemem —
i nocny wiatr nas pustoszy.