Strona:Władysław Sebyła - Koncert egotyczny.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


4

Nad tem kołem krążyli smutni aniołowie
z krzykiem, który się nigdzie nie rozlegał,
tylko dreszcz kości, trzeszczących w obiegu,
kołatał mi po głowie.

Szumiał młyn — i rozpięte w rusztowaniach ciała,
sztywne od pędu, lśniły bronzem skóry,
w głębi piętrzył się las, podobny do stężałej chmury,
i gdzieś tam woda śpiewała.

Aniołowie, skrzydłami powszczepiani w szprychy,
bili szybko powietrze przygasłym płomieniem,
odblask ognia szedł między drzew stojących cienie
i po pniach pełgał cichy.

Kołowały szatańskie koła w pustce sowiej
ciałami, które wrosły męką w drzewo śliskie.
Milczący las stał chmurą ponad uroczyskiem.
Bezszelestnie krążyli aniołowie.