Strona:Władysław Orkan - Z tej smutnej ziemi.pdf/89

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Jak z nabożeństwem chylą się pokłonnem,
    Jak się wezbraną rozpływają rzeką
    Z ulic na błonia daleko, daleko...

    Gwarny tu był świat... O, niedawno jeszcze!
    Gdzież ci prorocy, ci dalekowidze,
    O świeżych pączkach na uschłej łodydze
    Mówiący z wiarą świętą?... Gdzież ci wieszcze
    Natchnieni, z liry złoconemi w dłoniach.
    Grający w słońcu baśnie o piwoniach!?

    Smutna ironio! Rozsypany świecie!
    Oto z wiar twoich, z twojej monstrancyi
    W kształt nadsłonecznej protuberancyi
    Płomień wystrzelił i zwiędnął, jak kwiecie
    Na skale pustej bez ziemi więdnące;
    Oto zagasło oczom twoim słońce.

    Z kościołów twoich, gdzie tłum na modlitwie
    Pędził bezmyślne życie swe — ruiny...
    Z twych gniazd rodzinnych — prochy... jak po bitwie
    Mgła opalenisk wstaje i dym siny.
    Z ogromu ludnych, czerniejących mrowisk
    Pagórki gruzów, skorup i rumowisk...

    Ponadtem cisza i spokój cmentarny
    I pustka wieczna i wieczne milczenie.
    Głuchą przestrzenią chodzi Smętek czarny,
    Obsiada szare, nagrobne kamienie;
    Głaz ma, gdy na nim siędzie, połysk kruczy,
    A w głębi lawa płynie, wre i huczy...