Strona:Władysław Orkan - Pieśni czasu.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A wstaje rozpacz żywiołów —
Wyją ku niebu fale wód,
Wołają zgliszcza popiołów...
Czy imię Twoje Głód?
Czy imię Twoje Zagłada?
Żeś na wołania nasze głuchy...
Otośmy, brodząc śród męki,
Doszli do tej okrutnej toni —
Czemu nie podasz nam ręki?
Czemu uchylasz dłoni?..
Ręka Twa ciężka jak ołów —
Biada! Nie ujdziem klęski!
Lud Twój, jako rój pszczelny
W czasie dżdżu, zawieruchy —
O Boże straszny zwycięski,
„Święty a nieśmiertelny!“
............
Jęk wycinanych —
Zgiełk bitwy
Tysiąc ranionych koni rży —
Wypada postać-strach
O włosach-wężach rozwianych —
Powietrze krzyczy,
Ziemia drży,
Od Bożych piorunów-biczy...

Jezu! Męko!
Krzyk ranionej rybitwy