Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ale zważ, że to jednostki dość nawet rzadkie. Większość — powodowana czy to słabością ducha, czy też prostym filisterstwem — żyje z dnia na dzień bez samokształcenia. Co miała wiedzy — traci ją zczasem i niczym się nie różni od przeciętnego robotnika... Ta większość kieliszkiem tylko uprzyjemnia swój żywot.
— Bo musi!.... — przerwał z goryczą pan Michał — pcha ją do tego nędza...
— Dobrze, pozwól!... a gdzie siła ducha?...
— U tych ludzi jej nie szukaj. Jeśli była w nich, to ją troski i ciągłe szamotanie z losem złamią...
— A gdzie te jednostki? ta lepsza część z was? Ci powinni ich pociągnąć za sobą i zmusić moralnie, w imieniu polepszenia bytu, do nauki!... Lud, starając się o polepszenie bytu — oświeca się. Lud was wyprzedza — was, odłam mający prawo zwać się „inteligentnym!...“ Podnieście wśród siebie poziom inteligencji; a zobaczycie, czy milczeniem pominą wasze głosy!... Przyznaj, że u was lenistwo górą. Mówicie, że polepszenie bytu wypędzi lenistwo i zachęci do pracy... Ha! może. A z drugiej strony może je powiększyć. Natomiast wy, skupiając się, pracując nad sobą, zmusicie ich moralnie do poparcia was!...
— To tylko teorja...
— Wiedz, że każda teorja staje się praktyką, gdy wchodzi w życie...