Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


do skopciałej izby i co tchu sie spytuje, czy jest prorok. „No jest, cóż ci trza?“ — odezwał się gruby głos z za pieca, i wylazł stamtąd chłop zarośnięty, jak niedźwiedź, a taki, wiecie, był strasznie obdziorny, że ten o mało nie uciekł ze strachu. Ale wróż zaraz wstrzymał go słowami: „No gadaj, po coś przyszedł? O co ci to chodzi? Myślisz, że nie wiem, choć sie pytam? Przyszedłeś dowiedzieć się o swoją zgubę. A miałeś wziąć to i to — powiada — a nie wziąłeś“. Pasternaka dreszcz przebiegł od stóp do samej głowy, bo akuratnie miał wziąć to i owo, ale z pilności nie wziął. Pomyślał se: „Już to prawdziwy wróż, a nie kto inszy, skoro tak umie zgadnąć myśli“. I ze strachem zaczął prosić: „Choć-ech nie przyniósł wszystkiego, com miał przynieść, to wam święcie wynagrodzę, ino chciejcie mi powiedzieć, kto mi wziął pieniądze“. — „No, dowiesz sie — powiada — ino zaczkaj chwilę“.
Poszedł zaraz do komory... Ale to musicie wiedzieć, — zboczył stary — że on tam w tej komorze miał djabła małego i radził sie go w każdej okazji, jak kto do niego przyszedł. Tak i tym razem poszedł sie dowiedzieć, kto wziął za woły pieniądze. Na ten czas przywlókł sie i ociec Pasternaka. Ale sie bał wleźć do izby, ino se stanął pod oknem komory i na szczęście wysłyszał, co djabeł powiedział wróżowi. Bo ten, jak wszedł do komory, to zawołał: „Biesu! Powiedz ino, ale