Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Pogrzebmy to ciało w grobie —
Niechaj tu spoczywa sobie...
Albowiem z ziemi stworzone,
W ziemią będzie obrócone...

Straszną prawdą silniej już zabrzmiała druga zwrotka:

Możny i ubogi równy —
Nikt od „śmierzci“ nie wymówny;
Któż wie, na kim kolej stoi?
Przeto niech się każdy boi...

Lud rozśpiewał się, rozpłakał i nie spieszyło mu się do domu, choć mróz szczypał twarz i oczy... Gdy skończył jedną pieśń, zaraz rozpoczynał drugą, a co która to rzewniejsza żałobną melodją... Jakby głos skarżącego się z trumny, leciał śpiew po drzewach:

W tą podróż odchodzę... nie biorę nic z sobą —
W postaci okryty śmiertelną żałobą...
Tylko cztery deski, z siedmiu łokci szata —
To cała zasługa z mizernego świata...

To znów podzielili się młodzi i starzy na dwa chóry żałobne, chóry umarłych i żywych. Młodzi pytają grobów:

Zatrzymajcie się — rozpytajcie się:
Czyje jęczą prochy?...
O syny, córki!... — co te pagórki,
Co szepczą te lochy?...