Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


POGRZEB

— Coz pedzioł ksiądz wikary? — pytały się kumoszki kobiety, która wyszła z izdebki do sieni.
— Eh, moiściewy! — machnęła ręką — syćko w ręku boskiem...
— Oj tak, tak moi kochani... Ale przecie? — pytały ciekawie.
— Ha, no pedzioł, ze jak sie nie polepsy, to bedzie źle...
— No wicie, wicie, jak to jegomość przeźry naprzód syćko...
Tak w sieni rozprawiały ciekawe kumoszki, otaczając kołem „gaździnę“, której mąż leży w izdebce na śmiertelnym barłogu. W ostatniej chwili posłano po księdza; to też przepchał się sankami przez zaspy śniegowe, by choremu przynieść ostatnie pocieszenie... Został sam z chorym w izdebce, a w sieni i piekarni zgromadzili się sąsiedzi; jedni z troskliwości kumoterskiej, drudzy z obowiązku chrześcijańskiego, a inni wreszcie z ciekawości i chęci pomówienia „z jegomo-