Strona:Władysław Orkan - Nowele.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


PRZEZNACZENIE

— Niech bedzie pochwalony!
— Na wieki wieków... E, skądże ta?
— Z Hameryki.
— Prościusieńko?
— Tak jest.
— No wicie, wicie... Toście pewnie tutejsi?
— Tutejszy, z Poręby...
— E, od kogo?
— Od Kopańdy.
— Wsyscy święci!... Toście wy Morcin? Nigdybych wos nie poznała, takeście się odmienili. No wicie, wicie...
— Ja was poznoł, tylkom czekał, rychło mnie zaczepicie...
— To wy z koleje prosto?...
— Tak jest, prościusieńko... Moiściewy, co też tu słychać? Godojcie, co wiecie. Z listów nie można wymiarkorwać...
— Eh, moi kochani, skoda i godać!... Nie mieliście po co przyjezdzać.