Strona:Władysław Orkan - Nad urwiskiem.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Złotą wierzbę i lipkę
Dzieciątku na kolebkę...

Serce jej podnosiło się radością wielką. W myśli już huśtała «złotą, wierzbową kolebką» i śpiewała do snu «maleńkiemu».
Mrok ich owinął całkiem, noc zapadła, a zmęczone głosy nie ustawały...
Można przysiąc, że w każdej chałupie taka kupka w mroku przeszła z kolędami myślą do bethleemskiej szopy i cieszy się, raduje, jak «anieli strugają» — albo też:

Jeden kąpiel grzeje,
A drugi się śmieje;
Trzeci pieluszki suszy,
Każdy rad służyć z duszy!...

Raz do roku kółka rodzinne jakieś swojskie, miłe, zgodne, jedną myślą parte do «szopy», gdzieby każdy «z duszy rad służyć Maleńkiemu»...
Ale to ino raz do roku, na godnie święta...