Strona:Władysław Orkan - Nad urwiskiem.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tę krainę kęp i wiecznej nędzy
Okryły mgły
I osnuły nakształt lotnej przędzy;
Polne krzewy i drzewa i chaty
Zaodziały w plaszcz haftem bogaty,
W przedziwne szwy...

Tę krainę spowiły przędzidła
Na długie sny...
Mróz opalił lekkie ptasząt skrzydła —
I pomilkli w gąszczach ptacy leśni...
Płacze słychać ciche, zamiast pieśni —
Płynące łzy...

Tę krainę smutków i niedoli
Zamroził ból...
Wszystko życie zakrzepło na roli.
Beznadziejnych świt nie uszczęśliwi,
Ni budzące echo nie ożywi
Skostniałych pól...