Strona:Władysław Orkan - Nad urwiskiem.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to chore było od czasu i do niczego... Haw się obertniesz, to ona już stęka. Co ja z nią przeszedł, moiściewy, to by na wołowy skórze nie spisał. Do dzisiednia takie mam utrapienie. Ciągle mi poza uszy tyrcy i suści, a sama swija się koło pieca. Jużech se nieraz pedział: Czy mnie Pan Bóg litościwy pokarał, czy co?... No, ale cóż mizerny człeku poradzisz przeciwko wyrokom boskim? Jaki kij wziąłeś — takim się podpieraj...
— Nie inaczej! — potwierdziłem z szacunku dla «niezmierzonych wyroków boskich».
— Nie dość jedne biedy — ciągnął chłop — to druga się przymitwała... Prawował ci mnie brat i siostra o swoją część... Wybrali przedtem, za życia, niebożyczki, co ino żywnie chcieli, a potem padają, że im się wypłat patrzy... Ja też padam: Kie się wam patrzy, to się prawujmy! Juści ciągle się to prawo i ciągle cosi bez dziesięć roków... Co przyszedł wyrok na mnie, to go rekursem zwalili — i k zawdy. Ja że przecie naostatku oni przepchali i nakładli mi telo kosztów, coch musiał znowu bez dziesięć reków spłacać, Co ja biedy podżył bez cały ten czas, to ani, ani wypedzieć nie zdolę. Takie to życie nasze kochane!... Że człek se nieraz powie: Lepiej być parobkiem u ostatniego gazdy, niżeli pierwszym gazdą we wsi... Bo parobek, jak zrobi swoją robotę, to się już o nic nie tróbuje i może