Strona:Władysław Orkan - Nad urwiskiem.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


padają: Nie puścimy hrabiego do lasa!... Z tego do tego, uwziątka rosła i nie dali dworskim dojeżdżać po siągi. Ani na biczysko hrabiemu sie nie patrzy z lasa — powiadali. Wtedy to, wicie, hrabia pościągał wójtów i kazał im sie popodpisować na sprzedaj. Juści sie podpisali, ino jeden wójt porębski nie chciał. A bez jednego podpisu ni mógł sprzedać. Toż to, wicie, hrabia napisał do cesarza i ten mu przysłał wojsko na pumoc. Ozkwaterowalo sie po wsi i padali, że nie pudzie, dopokąd wójt sie nie podpisze. Porębski uciekł. Doszli go żołnierze na Turbaczu i zastrzelili. Wtedy to wicie, dopiero hrabia przedał las, porobił kopce i poodznaczał, po kiela jego, a pokiela gminne. Dostało sie i gminom po szczypcie lasu, ale cóż z tego, Ide one mają walór do całkowite spółki... Bo wicie, i polany poszły do podziału: jedne hrabiemu, drugie chłopom.
Przestal i począł szukać fajki w zanadrzu. Pochylony, słuchałem w milczeniu sto razy słyszanej historyi.
— Tak wicie — kończył, nakładając fajkę — drzewiej było paszy dość i mógłeś przychować na bydlęciu; a dziś mało który gazda posiada woły, bo nima ka paść. Na ugorach ledwo owca zdole co uskuść. Myśleli-my, że jak lasy wytną, to bedziemy paść po wrębach. A tu, wicie, postanowili leśnych i nie puszczają nawet na ja-