Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to jakiś“ — rzekę — „ućciwy ten Miemiec. Obiecał jej widać przed ślubem, ze ją po Włochach obwiezie — coś przeszkodziło, potem pewnie przysły dzieci, trza je było wychować — tak minęło lat śtyrdzieści — i teraz ją obwozi, jak przyobiecał. Ino trochę za późnawo...” Pan sie śmiał moim słowom, bo coz miał insego robić. Juz my sie tyz pomału poufalili ze sobą. No, nie cud — zawdy my razem chodzili. Ino jak my śli po mieście, to sie za mną prędzej niz za nim obzierali.
Przypatrzyłech sie tyz tam i wojsku. Straśnie to mizerne, mundur na tym wisi jak z więksego brata na mniejsym. Nie wiem do znaku, jakby sie to biło. E, tak ta pewnie od parady trzymają se wojsko.
Naród cywilny za to straśnie zmyślny. Nie chce mu sieta po prawdzie do nicego przyłozyć ućciwie, ale za to stuki zna lepse niz cygański naród. On wam bedzie po morzu na kiju jechał...
— Co powiadacie? — cudowali sie nie wierząc zrazu.
— Dyć-ech sam na swoje ocy widział, nie z bliska, co święta prawda, ale znowu nie z tak daleka, cobych nie ozeznał, jak se siedział na jednym kiju, co sie tam ka-jak nazywa, drugim wiosłował i tak jechał. Ho! ho! oni nie takie śtuki jesce znają. Dy oni wieze tak umieją puscać, jak nascy chłopi drzewa. Wiecie, jak drzewo w le-