Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jest, a taki siumny. Miał tyz postanowienie ozenić sie ka bogato, jakby sie trafiło, to musiał mieć, jako cłek ze ślacheckiego rodu, choć jednego ze słuzby na pokaz. A juz by ta, niechwalęcy sie, lepsego nie nalazł.
— No dyć, ni ma wam co pedzieć... i z urody, i z charakteru... Jakze dalej z tym panem?
— Przenocowalimy w hotelu i raniutko na morze.
— Jak to, na morze?...
— No na okręt, niby na sif po naskiemu. Straśnie wieldzaźna machina, kościół by na niej mógł stanąć. Dzieli sie na dwie klasy: po jednej stronie siedzą lepsi, po drugiej zaś pośledniejsy naród. Ja był po tej lepsej stronie. Zaraz, jak my ino rusyli, stanąłech se przy poręcy i ni mógech sie doś napatrzyć. Jakby wam to przedstawić... to tak, wiecie, jakby natenprzykład całą doliną nowotarską zalała, cego Boze nie daj, woda, a my po niej z tą chałupą płynęli...
— To musi być strach!
— No, zaś takiego strachu ni ma, bo na okręcie śmielej. Ale zawdy niepewniej niz na lądzie. Wnet my odjechali tak, ze nika brzegu nie było widać, ino niebo i woda...
— Ej, Boże! — szepnęła trwożnie żona Jędrzka.
— Wiater dmuchał od zachodu, to sie zgurby na wodzie tworzyły i okręt sie kołysał, az sie na