Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Już nie przyjdziesz ty, biedaku, do mleczarni...
Potem weselej:
— A ja jeszcze... Trzeba tylko zdwoić baczność na wozy przejeżdżające...
Zaczem refleksje objęły naród. Jakiś chemik czy stolarz profesyjny powiedział sentencję smutną:
— Człowiek, to tak, jak balon...
Inny:
— Nikt nie wie, na jaki koniec przyjdzie...
Optymista:
— Mógłby był jeszcze pożyć lat niemało...
Człowiek spokojny:
— No, ostatecznie i tak by był umarł.
Człowiek czynny:
— Chodźmy! Szkoda czasu.
I poczęli się rozchodzić pomału. A nasz Kopytko leżał oczywiście. Idee nawet nie fruwały nad nim w postaci białych motyli.