Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nad zwózką. Rozkazy jego gromkie i stanowcze ujęły popłoch w pewien ład i nadały robocie tempo bojowych poruszeń. Widać go było, jak stał przy zrzucaniu snopów z wozu na progu boiska i do taktu podawania na stóg wycinał krótko: „raz, dwa — raz, dwa“, a potem, gdy zawracano w pole, wskakiwał na wóz i stojąc niby na rydwanie (widział podobną nawet na sztychu apoteozę Napoleona) przynaglał Maćka-Neya do pośpiechu.
Zwieziono już kóp sporo. Wzięto właśnie przedostatnią kopę, gdy burza się zbliżyła. Jeszcze pozostała jedna. — Ksiądz Łopatka w gorączce bojowej sam własnoręcznie pomagał zrzucać snopy na boisko.
— Śpieszcie się! — wołał — Jeszcze ta ostatnia kopa i zwycięstwo!
Gdy zawrócono, wskoczył na wóz, jak uprzednio i popędził furmana co duchu. Burza tuż-tuż wisiała, jeno spaść ulewą...
— Jedź na przełaj — krzyknął ku woźnicy.
Maciek też skręcił z drogi i wziął się na przełaj przez pole. Pole w tej połaci spadziste było — konie ruszyły wartko. Wóz podskakiwał po zbrużdżeniach gruntu. Nie dbał na to ksiądz Łopatka — stał bohatersko na wozie przytrzymując się dłonią letry i śledził oczyma pilnie postęp chmury. To samo zapewne czynić musiał woźnica — gdyż