Strona:Władysław Orkan - Herkules nowożytny.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


borcy poświęcić. Choć o poczciwym wyglądzie, był to człek w gruncie ambitny i nawet o nieśmiertelność (co jest rzadkie u poborcy) usilnie zabiegający.
— Cóż to jest nieśmiertelność? Imię — nazwisko. Mówi się: Kościuszko — i już wiemy, kto on był, co robił. Przez to, że się tak nazywał. A niechby się nazywał na przykład Kitajko, tobyśmy nic o nim nie wiedzieli.
To bystrym swoim umysłem rozeznawszy, pan poborca na to postanowił kłaść nacisk w stosunkach swych z ludźmi, by im na zawsze wryć w pamięć swoje nazwisko. Tu się dopiero okazywała jego inteligencja.
— Czapkiewicz... — przedstawiał się z naciskiem i patrzył wnikliwie w oczy osoby poznanej. — Pana nie uderzyło moje nazwisko?
Przeczekał moment zdziwienia i nie licząc zbytnio na domyślność ludzką jął pomagać z zapałem.
— Mütze?... — panie, Mütze!... Jak po polsku Mütze?... Czapka! — podpowiadał z uciechą. — Więc jak po polsku Mickiewicz??... Czapkiewicz!! — wybuchnął przed osobą zdumioną tym odkryciem. — Tak, panie, Czapkiewicz!... Teraz pan już nazwisko moje zapamięta. Jakby panu przypadkiem wymknęło się z pamięci, to niech pan tylko pomyśli: Mickiewicz... Mickiewicz po polsku... nic więcej.