Przejdź do zawartości

Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Ofiara redukcji.djvu/4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

cje personelu, wywołane koniecznością oszczędności budżetowych.
Nie było tygodnia, żeby kogo nie usunięto — biuro przypominało małą mie ścinę podczas epidemji — ludność stale się zmniejszała.
— Dobra nasza! — zawołał pan Józef, zacierając ręce z radości, a w podnieconej wyobraźni jego zaczęły się coraz wyraźniej rysować kontury Tatr lub malownicze wybrzeże Bałtyku.
Zaczął jeszcze bardziej lekceważyć obowiązki służbowe, aby się coprędzej dostać na listę zredukowanych.
Akcja oszczędnościowa trwała w całej pełni.
Usuwano mniej zdolnych, bardzo zdol nych, niezbędnych, niepotrzebnych, pan ny, utrzymujące matki, matki utrzymujące panny, wdowców, kawalerów, żonatych, zaś o panu Józefie, jak gdyby zapomniano zupełnie.
— Pan może być o siebie całkiem spokojny — pocieszał go stale referent. — Kto ma takie plecy...
Nasz bohater szalał z rozpaczy, zwłaszcza, że miesiące na kalendarzu mknęły tego roku jakoś szybciej niż zwykle, już nawet lato zbliżało się ku końcowi.
Pocztówki, nadsyłane z różnych zakątków kraju, wytrącały go ostatecznie z równowagi.
Już chciał rzucić wszystko i podać