Ale rzucić posady nie można, bo nie dadzą trzymiesięcznej odprawy.
Gdyby tak zechcieli wylać sami, byłoby przecudnie, bo wraz z dymisją wręczy liby pensję za kwartał, akurat śliczny fun dusik na opędzenie letnich wywczasów.
Postanowił przeto nasz bohater najgorliwiej pracować na dymisję, chciał wymownie przekonać swoją zwierzchność, że się zupełnie nie nadaje na urzęd nika.
Zaczął się zaniedbywać w robocie, sta le spóźniać do biura, zalegać w wykończaniu konceptów i koncepcików, narażać się na ciągłe reklamacje interesantów.
Naczelnik irytował się, wymyślał jego kolegom i koleżankom, pana Józefa zaś nie ruszył ani razu, co w biurze wywoływało oburzenie i zazdrość.
— Takiemu nic nigdy nie będzie bo ma plecy! — mówiono z przekąsem.
A pan Józef dochodził do furji, widząc tę niesprawiedliwość, ale nic na to poradzić nie mógł, tylko prowadził „strajk włoski“ w dalszym ciągu, pocieszając się nadzieją, że może kiedyś władza przejrzy na oczy, i jego ciche marzenia nareszcie się ziszczą.
Ale dzień za dniem wlókł się leniwie, nie przynosząc żadnej zmiany w sytuacji naszego bohatera.
Nareszcie nadeszły tak zwane reduk-
Strona:Władysław Junosza-Szaniawski - Ofiara redukcji.djvu/3
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.