Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/444

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KRÓLOWA.

Zuzanna Morawska.jpg


Bawiono ją i bawiono się nią, gdy była dzieckiem, gdy podrosła, odebrano zabawki, a włożono w rękę książkę z całym szeregiem liczb, nazwisk i niezrozumiałych wyrażeń, zasłaniając świat rzeczywisty, jasny, ze słońcem i cieniem, z radością i bólem. Starano się też przedłużyć jej dzieciństwo i znów ją bawiono, bawiąc się jej naiwnością, wypowiedzianym cudzoziemską mową frazesem, krępując przytem modą i światowemi formułkami, a nazywając królową.
Tym sposobem wychowano na pannę, osobny gatunek kręcący się po świecie, z którego wyrasta odmiana zwana panią, różniąca się tem, że nosi strojniejsze kapelusze i suknie, mówi swobodniej, nie rumieni się i oczu nie spuszcza, na balach zaś ukazuje się, nie pod opieką mamy i papy, lecz w towarzystwie męża.
Z takiemi pojęciami poczęła rozglądać się po świecie, stąpając po nim ze wzniesioną głową jako królowa.
Naraz, miasto oczekiwanych hołdów i pochwalnego szumu, usłyszała twardy wyraz „pracuj!“
Co to jest, co za przewrót? Czyż ona należy do rzędu tych istot upośledzonych, które ze zgrubiałemi dłońmi, spalonem od słońca licem widziała schylone na łanie? czy do tych, które z zaczerwienionemi oczami i pokłótemi od igły palcami, pracowały nad jej odzieniem? czy do tych, co spełniały drobne w domu posługi i traktowane były zawsze z wysoka, z litośnem uśmiechem? Czy wreszcie do tych, które kładąc w jej rękę książkę, zasłaniały przed nią świat boży, tchnący życiem i prawdą, a same uważając pracę za pokutę i skazanie, budziły w niej wstręt do wszystkiego, co drukowane.

Nie, ona żadną z nich nie zostanie; drogi nikomu zaciemniać nie będzie, bo wie, jak jej samej straszno na tej drodze.

432