Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/391

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


DZIENNIKARZ.

Wincenty Łoś.jpg


Z uderzeniem godziny trzeciej po południu otwierające się drzwi od handlu Stępkowskiego na placu Teatralnym, wyrzuciły na ulicę młodzieńca lat trzydziestu, który wyglądał, jak gdyby dopiero co wychyli? ostatni kieliszek, zalewającego wyśmienite śniadanie burgunda.
Spieszyło mu się i biegł przez ulice, nie zatrzymując się nigdzie, aż w bramie domu, nad którym była ogromna tablica z napisem: „Redakcja“.
Minął kilka sieni i zakrętów i uchylił drzwi, nad któremi też widniał mniejszych rozmiarów napis „Redakcja“.
Wszedł. Trzy nizkie i zadymione pokoiki były w tej chwili puste i mieściły w sobie tylko stoły i biura, zawalone dziennikami i papierami, książkami i popielniczkami. Okopcone ściany, przykrywały mapy i olejodruki, drzeworyty powycinane z pism, przeróżne obrazki.
Zrzucił ze siebie palto ruchem pełnym znudzenia i spojrzał na zegar, którego wskazówki dochodziły do wpół do czwartej. Ziewnął przeciągle i usiadł przy biurze, w jednę rękę uchwycił dziennik, noszący napis „Figaro“, a w drugą ołowek. Czytał... Ale to czytanie mu nie szło, bo co chwila przeciągał się na krześle, to ziewał, to wzdychał ciężko, jak skazaniec, to przerabiał nogami, jak zniecierpliwiony siedzeniem student, to się poprawiał w siedzeniu, jak człowiek, broniący się gwałtownie od ogarniającej go senności. Wreszcie przeczytał całą jednę czwartą część kolumny, zatytułowanej „Chronique mondaine“, rzucił pismo z furją za siebie i napisał na leżącej przed nim ćwiartce białego papieru z ośmnaście wierszy.
Straszliwie westchnął, ziewnął i zerwał się. Podbiegł do tuby, umieszczonej w kącie pokoju.
— Jest tam chłopieeec?

W odpowiedzi coś zaszumiało w rurze i młodzieniec w nią dodał:

379