Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Albowiem Kain, zabiwszy brata, nie umywał rąk ze krwi, czuł swą winę, uciekał, krył się.
Ten zaś, który prawdę czystą oddał w ręce katowskie, odpychał od siebie odpowiedzialność za czyn swój. Prawda więc wszystka odstąpiła od niego; wszystko, czem żył, pysznił się i oddychał, opuściło go na zawsze.
Rodzina jego znikła, niby cień marny. Cezar z hańbą wypędził go ze służby. Nawet miasto ojczyste, do którego się był schronił, wypchnęło go ze swych ścian.
Długie lata błądził po świecie, włócząc za sobą brzemię nienawiści i wzgardy ludzkiej.
Wreszcie postarzały przedwcześnie, schorzały i nędzny, usiadł koło wielkiego gościńca, błagając przechodniów o kawałek chleba.
Na widok jego jednak nawet najlitościwsze serca stawały się twarde, jak głaz. Nawet czyste dziewice i litościwe matrony rzucały weń kamieniami.
A gdy wreszcie umarł, ktoś hakiem wziął za nogę jego trupa, wrzucił do jamy i przyrzucił piaskiem i kamieniami. Lecz oto następnego dnia trup leżał na poprzedniem miejscu, ziemia go nie przyjęła do swego wnętrza.
Ściągnęli wówczas przechodnie kupę cierni, bodiaków i gałęzi, rzucili na nią trupa i żagiew podłożyli. Kupa jednak spłonęła, a trup w pośrodku jej pozostał zimny, jak głaz nietknięty.
Wówczas uwiązali mu kamienie młyńskie na szyję, na ręce i na nogi, i rzucili w odmęty morskie. Od ciężaru kamieni pourywały się jednak sznury konopne.
Trupa jednak głębia morska nie przyjęła do swego wnętrza. Jako hańbiące piętno naszej planety, pływa on i dotychczas po oceanie.

Lwów.Iwan Franko.



Upominek - ozdobnik str. 44.png