Strona:Ulicą i drogą.djvu/013

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


BRZYDKA DZIEWCZYNA



Brzydka ze mnie dziewczyna... kochać mnie nie będziecie,
Choć brzydota tak bardzo dziś popłaca na świecie;
Nie wiem, czy ojca mego, czy matki mojej winą,
Że się podobać nie mogę, — żem jest brzydką dziewczyną...

Piękność jest słodka, upojna, jak winogradu moszcze: —
Ja tęskniąca, spragniona, wdzięku wam nawet zazdroszczę.
Każda z was miłość trwoni, rozda ją albo sprzeda,
Mnie miłuje jedynie brzydka, koścista bieda...
 
Piękność jest barwna, migotna, niby klejnot najrzadszy —
Któż go wam podarował, mnie go zabrawszy, ukradłszy?
Któż wam oczu dał perły i warkocza sznur złoty,
A ode mnie oddalił i rozkosz i pieszczoty?

O miłości śnię często... ze snów moich cóż komu?
Czyż się kiedy zdołają wyrazić po widomu?
Kto mnie za nie pokocha? kto, pod ich urokiem zmiękłszy,
Wyobrażeniem swojem brzydką dziewczynę upiększy?

1921