Strona:Tytus Czyżewski - Lajkonik w chmurach.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PASTORAŁKA

Dunajskie ryby, pstrągi i łososie,
W szare progi kamienne płyną siną wodą,
Zżółkłem i liśćmi buczyna trzepoce,
Uherskie góry zginęły w pomroce, —
Hawrań, i Murań stoją siwe w szronie,
Smreki pod nimi w bielutkim robronie,
Hej baco, — hej baco, mój drogi! —
Wszakże to tyle już latek minęło.
Jakeś na hali szopę wybudował!...

BACA

Lata prędko leciały — jak kukuczki gajem,
Tuśmy się narodzili — a tu nas nie staje, —
Szopem w hali zbudował, — stajnię znamienitą,
Dziś ją tam zamieszkuje Pan ze swoją świtą,
Żona jego Maryja z malutką Dzieciną,
Dziś im się narodziło to dziecię cudowne,
Rączyny i nożyny jak u lalki równe,
Właśnie się mnie pytali pachołcy od Roja.
Którędy się to idzie do tej szopy mojej. —

RYBACY OD DUNAJCA

A powiedzcież nam baco, powiedzcięż nam wartko.
Jakby się tu pokłonić przed Dzieckiem i Matką.
Mamy pstrągi kropiaste i brzany srebrzone,
I ślizienie zwyrtne w potoku złowdone.
A którędyż to droga do tej szopy w hali?!... —
Żebyśmy się tam przed żłób Dzieciątka dostali...
A te w kobiałkach ryby zaniesiemy Pani...

RAUBSICE

A mój baco harnaśny, a mój baco miły,
I my też przed żłób Pana zdążamy co siły:
Ja mu niosę sarniuka, a kamraci strzelce