Strona:Tryumf.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jakiegoś to herbu, panie Dzięgielewski? — Cykorya?
— Ozorya, do usług księdza kanonika dobrodzieja.
— Aha! No proszę, ktoby myślał. A napiłbyś się panie Dzięgielewski herbu Ozorya wódki?
— Jak wola księdza kanonika. Czemu nie?
— A jakążbyś wacan dziś preferował: anyżówkę, czy kminkówkę?
— A no tak po prawdzie żeby powiedzieć, to kminkówka ze względu, jako jutro jest wtorek, wydaje mi się racyonalniejsza.
— O! Jakimże to górnym stylem przemawiasz! Myślałby kto, żeś z nieboszczykiem Słowackim Króla Ducha komponował. Ale cóż to ma do tego Dzięgielewski organisto?
— Niby co, za pozwoleniem księdza kanonika.. ma co do czego mieć?
— Kminkówka do wtorku?