Strona:Tryumf.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zechcesz. Ja nie będę oszukiwała mego męża, ja jemu powiem wszystko. On jest rozumny i dobry.
— Powiedz mu więc, że go nie kochasz, że kochasz mnie, że chcesz ży ć — i pójdź ze mną — tam!...
— Tam?! Nie, nie, ja się boję! Ja nie pójdę ztąd za nic, za nic! Tam, kto może wiedzieć, co czeka, co czyha? Kto może znać, co tam grozi? A tu, patrz! Las, głuchy, wielki, odwieczny bór, pełen woni, kwiatów dzikich, jeleni i sarn. Patrz — czy tu nie pięknie? Czy nie pachnie ci żywica i dziki leśny głóg? Patrz, jak się ku tobie wyginają paprocie, patrz na ich ogromne, wygięte liście. Słuchaj, jak ku tobie szumi bór... On cię chce także zatrzymać, bo on mnie kocha, mój stary, wielki, wiekuisty las!...
Słuchaj, jak szumi nade mną. On kocha mnie za moją piękność, za moją młodość... On wie, że jestem jego królową, dziecko leśne, córka puszczy wieczystej. On kocha mnie i nie chce mego nieszczęścia!...
Ty osiedlisz się tutaj, nieprawdaż? Nie porzucisz mnie?! Nie porzucisz lasu i mnie?
Upadła na kolana przedemną, składając ręce. Zasłoniłem oczy i odsunąłem ją lekko. W tej chwili błyskawica przedarła niebo i zdaleka ozwał się grzmot.
Ta błyskawica zdawało się, iż drasnęła serce