Strona:Tryumf.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Bardzo dobrze, żeś przyjął, jak niedziwię się, że tobie właśnie ten protektorat ofiarowano. Nosisz pierwsze w powiecie nazwisko i masz największą fortunę. Ja to uważam, Alfredzie, jako pierwszy krok twojej obywatelskiej karyery. Od tego protektoratu wystawy świń powinna się zacząć twoja era. Pięknie, że nie uchylasz się od włożonych na ciebie przez urodzenie i majątek obowiązków.
— A właśnie tego dnia miało być u nas polowanie na kuropatwy —
— Tem piękniej. Żyłeś zanadto w dumnem oddaleniu od szerszego ogółu. Trzeba coś z siebie poświęcić. Gdy staniesz pośród krajowych świń, niejedna myśl trafna, niejedna idea właściwa i odpowiednia przyjdzie ci do głowy, kto wie? Może te świnie zaprowadzą cię bardzo wysoko?! Ze Szlachtosmrodów możesz zajść aż do Wiednia. Staraj się tylko być zawsze hetmanem.
A obywatele, tobie ofiarowując protektorat, dowodzą, że święte tradycye naszego narodu nie giną jeszcze. Okopy „Świętej Trójcy“ dzierżą się mocno. „Hrabia Henryk“ wbrew pessymizmowi Zygmunta Krasińskiego, który przypisać należy jedynie chorobie, zwyciężał! Traditio — vicisti!
I słusznie. Wielkie rody są nato, żeby wskazywały drogę i były niejako wrodzoną zwierzchnością narodu. Dawniej rodziliśmy się na to,