Strona:Tryumf.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co?! Ja pana dziś jeszcze — telegrafem — Ja ci tu pokażę ty żebrak — Klask! (Jakżeby kto w pysk dostał).
— Musimy wrócić do domu, panie Kolesiak — pociąg wyjątkowo musiał odjechać. Tak się uderzyłem mocno w twarz o drzwi wychodząc — — — Jechał kuryer cesarza Wilhelma, dlatego —

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Ja osobiście bynajmniej nic niemam przeciwko tutejszemu naczelnikowi stacyi, ale ustawne skargi, które mnie na niego dochodzą, jego gburowate i ubliżające obchodzenie się z chłopami, zaniedbywanie obowiązków, gdzie w grę wchodzi życie ludzkie, wskutek lenistwa, niedbalstwa, gry w karty i częstej nietrzeźwości, wreszcie jego niemoralne prowadzenie się, zniewalają mnie równie ze względów humanitarnych, jak obywatelskich, wreszcie jako katolika“...
Osobno zaproszę dyrektora na zające — — — zdaje mi się, że nikt nie słyszał, ani nie widział. A ten się nie pochwali, bo się będzie o siebie bał — —

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

— Więc, ekscellencyo, czy mogę pozwolić sobie mieć nadzieję, że ekscellencya się raczy przychylić do mojej prośby?
— Zobaczę, zobaczę —
— Może zaraz —