Strona:Tryumf.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nien się liczyć z opinią. Kto stoi wyżej ponad opinię — —

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

— Ah cóż to za miły dom! Ja tam co rok jestem zapraszany, czasem dwa razy.
— Nie rozumiem, jak się to mogło stać, że ja dotąd nie byłem u księstwa Henrykostwa — —
— Ależ oni cię znają! Księżna kiedyś głośno czytała ten twój wiersz, co to się zaczyna „Pod korynckiej kolumny wyrzeźbionym liściem“ —
— „Stałem cichy i prosty — wieśniak mazowiecki“...
— To to to! Księżna bardzo lubi twoje wiersze i chciałaby cię poznać.

— „Pod Akropolu klasycznym progiem
przypomniał mi się mój szary domek —
wół, zbożne jarzmo ciągnący rogiem
i skromna czerwień polnych poziomek“...

— Księżna Henrykowa mówi, że żaden ze współczesnych poetów niema takiej prostoty, jak ty i wogóle ciebie jednego nazywa prawdziwym poetą.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

— A tehaz nam pan powie co swego. Koniecznie phoszę!