Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i nierozerwalnie wspólność krwi i języka. — W taki to sposób, przez długie wieki, nieznani reszcie świata, istnieli Arabowie, naród, obdarzony wielkiemi przymiotami, oczekując nieświadomie dnia, w którym mieli się stać znanymi całemu światu. Różne rodzaje ich bałwochwalstwa zdawały się chwiać, wiele objawiało się tam pomieszania i burzenia się wśród nich. Niewyraźne nowiny o najważniejszym z wypadków tego świata, o życiu i śmierci Boskiego Człowieka w Judei, które stały się symptomatem i przyczyną niezmiernych zmian wśród wszystkich narodów świata, przeniknęły też z biegiem wieków i do Arabii, i same przez się musiały przyczynić się do pewnej fermentacyi.
Wśród tego to ludu arabskiego i wśród takich to okoliczności w roku 570-tym naszej ery przyszedł na świat człowiek — Mahomet. Pochodził on z rodu Haszemów, z pokolenia Korejszytów, jakeśmy to już powiedzieli; chociaż biedny, połączony był węzłami pokrewieństwa z najpierwszemi osobistościami swego kraju. W chwili niemal przyjścia na świat utracił ojca, a następnie, w wieku lat sześciu, i matkę, kobietę, odznaczającą się pięknością, wielu zaletami i rozumem, — został więc na opiece dziada, stuletniego starca. Dobry to starzec: ojciec Mahometa, Abdallah, był jego najmłodszym, najukochańszym synem. Staremi swemi, zużytemi przez sto lat życia źrenicami widział on w Mahomecie utraconego Abdallaha, jak gdyby wszystko, co mu wróciło, co zostało z Abdallaha. Kochał też bardzo małego chłopca sierotę i miał zwyczaj mawiać, że trzeba się zaopiekować tym pięknym małym chłopakiem, że on jest najdroższym z całej rodziny. Po śmierci starego, we dwa lata później, chłopiec poszedł