Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ze swemi łzami i żalem, ze szczerą i nieokiełznaną wolą. Biedna ta natura ludzka! Nie jestże rzeczywiście zawsze droga człowieka na tej ziemi „szeregiem upadków?“ Człowieka na nic innego nie stać. Losem jego — walka na przedzie w tym dzikim żywiole życia: pada on dziś, w głębokie poniżenie rzucony, lecz powinnością jego jest zawsze — ze łzami i żalem, z krwawem sercem — znowu powstać i na nowo iść naprzód do walki.
Byleby tylko walka jego była prawą — w tem tkwi jądro zadania. Chętnie wiele smutnych darujemy szczegółów, byle tylko dusza rzeczy była prawdziwą, i same tylko szczegóły nigdy nam nie powiedzą, czem ona jest rzeczywiście. Widzi mi się, że błędnie sądzimy o błędach Mahometa, nawet jako o takich, — lecz, prócz tego, nigdy nie zdołamy na tym gruncie znaleźć klucza do jego zrozumienia. Rzućmy więc to wszystko poza sobą, i przyjąwszy za pewnik, że człowiek ten postawił sobie jakieś prawdziwe zadanie, zapytajmy, czem ono było, lub być mogło.

Ci Arabi, wśród których przyszedł na świat Mahomet, istotnie, jako naród, zasługują na baczną uwagę. Sam już ich kraj, godną siedzibę takiego plemienia, warto obejrzeć. Jest to kraina dzikich i niedostępnych gór skalistych, wielkich, groźnych pustyń, przetykanych pasami zieloności, — bo gdzie tylko woda — tam zieloność, piękność, tam wonne krzewy o soku balsamicznym, palmy daktylowe, drzewa kadzideł. Proszę się przyjrzeć temu obszernemu widnokręgowi pustyni piaszczystej, pustemu, milczącemu, niby morze piasku, dzielące jednę od drugiej krainy mieszkalne. Niech