Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niech ci się to jednak nie zdaje tak wielkiem upokorzeniem: wszystko to było tylko złudnym pozorem. Róg, który próbowałeś wypić — było to morze; zmusiłeś je do odpływu, któż jednak byłby zdolny do jego bezdennego wypicia? Kot, któregoś chciał podnieść — był to przecież wąż Midgard, wielki wąż świata, co z ogonem w zębach opasuje i podtrzymuje cały ten świat stworzony; gdybyś go był dźwignął, świat niechybnie runąłby w gruzy! Co do owej starej baby — był to czas, starość, trwanie: któż z nią walczyć może? Nikt, ani żaden człowiek, ani żaden bóg: ona wszystkich zwycięża. Co się zaś tyczy owych trzech zadanych przez ciebie ciosów, to spójrz na te trzy doliny: te trzy ciosy je wytworzyły!“ Tor spojrzał na towarzysza swego, jötuna: był to Skrymir, czyli, jak powiadają badacze rzeczy norskich, sama stara, chaotyczna i skalista ziemia uosobiona: ów dom — rękawica — była to jakaś jaskinia tej ziemi! Ale Skrymir znikł; Utgard z wysokiemi swojemi jak niebo wrotami, jak tylko Tor ścisnął swój młot, by w nie uderzyć, — rozwiał się w powietrzu, a tylko drwiący głos olbrzyma dał się słyszeć: „nie nawiedzaj lepiej więcej Jötunheimu!“
Jest to nawpół zabawa i pochodzi z peryodu alegorycznego, jak widzimy, nie zaś z peryodu proroczego oraz zupełnie nabożnego; ale czyż nie odnajdujesz w tym micie, jako takim, rzeczywistego starożytnego złota, złota norskiego? Więcej tu szczerego metalu, co wyszedł w bryle z kuźni upodobniania przyrody, niż w niejednym sławnym, daleko lepiej opracowanym micie greckim! W tej historyi ze Skrymirem tyle wielkiego humoru, tyle szczerej wesołości,