Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/353

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


człowiek — którego zamiar sięga poza granice godziny i dnia, a ma trwać jeszcze dnia następnego — na rozsiewaniu kłamstw? Kłamstwa bywają odkryte, a kłamcę musi za nie spotkać kara zgubna. Nikt nie uwierzy kłamcy, nawet gdy będzie on mówił prawdę i gdy nadewszystko będzie mu zależało, by znalazł wiarę. Jest to stary krzyk: „wilk!“ Kłamstwo nic nie warto, a z niczego ostatecznie nikt nic nie zrobi, w dodatku zaś wysili się nadaremnie.
Jednakże i w Napoleonie tkwiła pewna szczerość: trzeba odróżniać to, co w nieszczerości tyczy się gruntu i powierzchni. Przez wszystkie te liczne i naganne wybiegi oraz szarlatanerye powinniśmy też dostrzedz, że człowiek ten posiadał pewne instynktywne i niezniszczalne poczucie rzeczywistości, i opierał się na fakcie tak długo, jak posiadał jaką oporę. Instynkt przyrodzony lepszy w nim był od wykształcenia. Bourrienne opowiada, że uczeni jego na wyprawie egipskiej zajęli się pewnego wieczora energicznie wyszukiwaniem argumentów, celem udowodnienia, że istnienie Boga jest niemożliwością. Wtem Napoleon, wzniósłszy oczy ku gwiazdom, odezwał się: „Bardzo to zręczne, panowie, ale kto stworzył to wszystko?“ Logika ateistyczna, niby woda, precz od niego odpada; wielka rzeczywistość spogląda mu uporczywie w oczy: „Kto stworzył to wszystko?“ I tak samo w praktyce: podobnie jak każdy człowiek, posiadający moc zostania wielkim lub odniesienia zwycięztwa w tym świecie, widzi on przez wszystkie zawikłania rdzeń praktyczną sprawy i wprost ku niej się zwraca. Kiedy rządca jego pałacu tiuileryjskiego pokazywał mu nowe umeblowanie, zasypując je pochwałami, tłumacząc, jakie ono