Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/338

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


utrzymywać, że na Cromwellu nie widniała żadna skaza, że nie zdarzyło mu się wpaść w błąd jakiś, w jakąś nieszczerość. Nie był to wcale profesor-dyletant „doskonałości,“ „postępowania bez skazy “ Orson[1] to był surowy, przebijający dla siebie, nie bez licznych zapewne upadków, trudną drogę przez trudności dzieła prawdziwego i rzeczywistego. Nieszczerości, błędy, liczne błędy codziennie i co godzina: nieobce to było dla niego, wiedział o tem Bóg i on! Słońce często się mroczy, lecz w mrok się nie zmienia. Ostatnie wyrazy Cromwella w chwili, kiedy leżał, śmierci oczekując, znamionują chrześcianina-bohatera. Były to modły przerywane do Boga, by Sam raczył i jego i tę sprawę osądzić, — gdyż człowiek sprawiedliwie tego osądzić nie umie, — lecz i z litością zarazem. Wzruszające to bardzo wyrazy.
W taki sposób, po skończeniu ze wszystkiemi swemi trudami i grzechami, w obecności Stworzyciela swego, oddał on wielkiego, dzikiego ducha swojego.

Co się mnie tyczy — to nie nazwę człowieka tego hipokrytą. On — hipokrytą, komedyantem? Życie jego — teatralnością tylko? On — szarlatanem próżnym i jałowym, żądnym okrzyków pospólstwa? Dożył sobie doskonale w ukryciu aż do siwych włosów, a potem został, jako niezaprzeczenie uznany, królem angielskim pod względem władzy. Czyż człowiek naprawdę nie umie obejść się bez powozów i płaszczów królewskich? Czyż naprawdę tworzy źródło szczęścia posiadanie sekretarzy, napastujących na każdym kroku

  1. Aluzya do bohatera pewnego romansu, którego niedźwiedź wychował w obyczajach niedźwiedzich.