Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/335

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


się on temu w milczeniu, w modlitwie, nie widząc na to ratunku na ziemi, wierząc, iż ratunek zeszłe dobroć nieba, — iż taki bieg rzeczy, jako fałszywy i niesprawiedliwy, trwać wiecznie nie może. Wtem błysła zorza; oto po dwunastu latach milczenia i oczekiwania cała Anglia rusza się. Trzeba, by raz jeszcze zebrał się parlament, a prawo znajdzie głos, który zostanie usłyszany: nadzieja niewymowna, najzupełniej uzasadniona, znowu na ziemię wróciła. Nie wartoż było zostać członkiem takiego parlamentu? Cromwell porzucił swoje pługi i pośpieszył do tego parlamentu.
Zabrał on tam głos: surowe to, niepozbawione blasku wybuchy zapału, prawdy, którą własne oczy widziały. Tam pracował, tam walczył i borykał się, — jako mocny i prawdziwy wielkolud, jakim był, — wśród grzmotu armat i wszelkiego zgiełku, — i pracował, i walczył, i borykał się, aż wreszcie sprawa tryumf odniosła, aż wrogów, tak kiedyś straszliwych, zmieciono, aż zorza nadziei stała się jasnem światłem zwycięztwa i pewności. I cóż można powiedzieć przeciw temu, że powstał on tam, jako najsilniejsza dusza w Anglii, jako bohater niezaprzeczony całej Anglii? Stało się już niemożliwością, by prawo Ewangelii Chrystusowej wiecznie trwało na świecie! Ten człowiek praktyczny, nauczony doświadczeniem, z doby tem w całym tym chaosie praktyki, śmiał uważać teokracyę — o której Knox mógł marzyć na swej ambonie, jako o „fantazyi pobożnej“ — za coś możliwego do urzeczywistnienia. Rządy ziemi niech należą do tych, którzy najwyżej stoją w Kościele Chrystusowym, do ludzi najpobożniejszych i najmądrzejszych: w znacznym stopniu tak być mogło i musiało. Czyż prawda boża nie jest prawdziwą?