Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/321

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


póki to nie przyjdzie? Mowy wyborcze, głosowania, rewolucye francuzkie? Jeśli jesteśmy jako lokaje i nie poznajemy bohatera, na którego patrzymy, — to na cóż przyda się nam to wszystko? Pojawia się taki Cromwell bohaterski i w ciąga stu pięćdziesięciu lat żadnego głosu za sobą doczekać się od nas nie może. Otóż to, że świat nieszczery, świat niedowiarków dziedzictwem jest naturalnem szarlatana, ojca szarlatanów i szarlatanizmów. W świecie takim możliwe są tylko: nędza, zamieszanie, kłamliwość! Zapomocą urn wyborczych odmieniamy tylko postać owego szarlatana, ale substancya trwa dalej. Światem-lokajem musi rządzić bohater-udanie, król, przybrany tylko w strój królewski. Świat taki należy do takiego króla, król taki należy do takiego świata. Ostatecznie, jedno z dwóch: albo się nauczymy poznawać, mając go przed oczyma, bohatera, prawdziwego panującego i wodza, coś doskonałego, — albo też wiecznie będą rządziły nami istoty niebohaterskie. Nic a nic przeciw temu nie poradzimy, choćby nawet urny wyborcze brzęczały na wszystkich rogach ulic.
Biedny Cromwell, wielki Cromwell! Prorok to zapoznany, prorok, który nie umiał mówić, surowy, mroczny, walczący, by się wyrazić, z właściwą sobie dziką głębokością, szczerością surową. Jakże dziwnie wyglądał on wśród wszystkich tych wytwornych słodkawości, pośród delikatnych, małych Falklandów, dydaktycznych Chillinworth’ów, dyplomatycznych Clarendonów! Przyjrzyjcie mu się tylko! Rodzaj pomieszania chaotycznego stanowi skorupę zewnętrzną jego ducha: widzenia dyabła, sny nerwowe, prawie półobłąkanie; a co za energia człowieka jasnowidzącego