Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


presbiteryanów, obawiające się już niezależnych, bardzo sobie tego życzyło — chodziło mu o to, jak o własne istnienie, — lecz wszystko daremne! Nieszczęsny Karol w owych układach ostatecznych w Rampton-Court jasno dowiódł, iż jest człowiekiem, z którym fatalnie trudno zawierać umowy. Był to człowiek, który, raz nazawsze, nie zdołał i nie chciał zrozumieć, nigdy w żaden sposób nie pojmował rzeczywistej treści sprawy — i co gorzej, który w słowach nie wyrażał swoich myśli istotnych. Wolno nam powiedzieć to o nim bez okrucieństwa, prędzej z litością głęboką: jest to fakt prawdziwy i niezaprzeczony. Odarty już ze wszystkiego, prócz tytułu królewskiego, widząc, iż zachowują się wobec niego z szacunkiem powierzchownym, jako z królem, mniemał on, że uda mu się wyprowadzić w pole oba stronnictwa, przeciwstawiając je sobie wzajemnie, i uchwycić chyłkiem dawną władzę, oszukując oba. Niestety! oba odkryły oszukaństwo. Niepodobieństwem zawierać ugodę z człowiekiem, którego słowo wcale nie zwiastuje, co on zamierza i chce uczynić. Musicie albo zejść z drogi tego człowieka, albo jego ze swojej usunąć! W rozpaczy swej presbiteryanie postanowili uwierzyć jeszcze raz Karolowi, chociaż tyle, tak wiele razy okazał się on fałszywym oraz niegodnym wiary. Ale Cromwell nie przystał na to. „Za wszystkie nasze bitwy — rzekł — mielibyśmy dostać jedynie świstek papieru?“ Nie!...
Istotnie, na każdym kroku powinniśmy podziwiać wejrzenie praktyczne i stanowcze tego człowieka; zmierza on zawsze ku pożytecznemu tudzież możliwemu do urzeczywistnienia, posiada zawsze intuicyę naturalną