Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/309

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


powiedział nadziejom. Przekonałem się, że niema tam miejsca dla czci. Szlachetni to bardzo ludzie, występujący krokiem majestatycznym, ze słodkawością umiarkowaną swoich wyrażać się, ze swojemi systematami filozoficznemi, ze swą wymową parlamentarną, swojemi Ship-moneys[1], swojemi „Monarchiami człowieka;“ grupa to ludzi bardzo konstytucyjnych, bez zarzutu, słowem ludzi godnych. Napróżno przecież wyobraźnia na cześć się tu wysila; serce wobec nich się nie rozgrzewa. I jakież ostatecznie serce ludzkie wybucha dla nich ogniem miłości braterskiej? Nudni są oni straszliwie! Jakże nuży ta wymowa konstytucyjna podziwianego Pyma, z jego „po siódme i ostatnie.“ Być może, że uznacie to za rzecz, najbardziej w świecie zasługującą na podziw, — ale jakież to ciężkie, ciężkie jak ołów, jałowe, niby glina na cegły; a jak mało — lub nic nawet — przeżyło ze wszystkiego tego dla was! Należy pozostawić te szlachetności zaskrzepłe w przeznaczonych dla nich niszach honorowych: surowy skazaniec Cromwell — oto jedyny z pośród nich człowiek, w którym można jeszcze znaleźć ludzkość. Wielki i dziki Baresark nie umiałby napisać żadnej słodkobrzmiącej „Monarchii człowieka,“ nie mówił, nie pracował z gładką prawidłowością, nie miał nigdy gotowej odpowiedzi na swoję obronę. Powstał obnażony z koszulki stalowej frazesów słodkobrzmiących i jak wielkolud, oko w oko, serce w serce, walczył z nagą prawdą rzeczy! Jakbądźkolwiek, jest to los człowieka, który stanowi całość jednolitą. Przyznaję się do winy, że stawię takiego człowieka ponad

  1. Okrętowe.