Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


to, prawdę mówiąc, zgon bohaterski, o włos zaledwie lepszy od zgonu Racine’a, który umarł, ponieważ Ludwik XIV spojrzał nań raz surowo. W różnych czasach świat wytrzymał pewną ilość znacznych wstrząśnień, można się więc było spodziewać, że przeżyje także i te trzy dni, i będzie się nawet po nich obracał na swej osi! Te trzy dni mówiły wszystkim śmiertelnikom, iż stara rewolucya francuzka, jakkolwiek obłąkaną mogła się komu wydać, nie była zgoła chwilowem zaburzeniem w Bedlamie, lecz wytworem autentycznym tej ziemi, na której żyjemy wszyscy, iż była ona istotnie rzeczywistością, i że świat dobrze zrobi, za taką ją uważając.
I zaprawdę, trudno byłoby wytłumaczyć sobie epokę, taką jak nasza, bez rewolucyi francuzkiej. Powitajmy ją, jak żeglarze-rozbitki mogliby witać skały najczarniejsze wśród obszarów morza i fal, na bezdni ruchomej opartych. Apokalipsa to prawdziwa, chociaż straszliwa, dla tego czasu fałszywego, suchego, sztucznego, dająca nowe świadectwo temu, iż przyroda jest nadprzyrodzona, — jeśli nie boska, to szatańska, — że imitacya nie jest rzeczywistością, że należy się jej stać rzeczywistością, lub inaczej świat pod nią płomieńmi wybuchnie, spali ją i uczyni tem, czem ona jest, czyli niczem! Koniec pozorom, koniec rutynie, koniec wielu rzeczom: to niby zapomocą trąby sądu ogłoszono całej ludzkości. Najmądrzejsi są ci, którzy najprędzej się tego dowiedzą. Wiele pokoleń przeminie wśród zamieszania, zanim świat cały to uzna, — a pokój niemożliwością jest, dopóki to nie nastąpi! Człowiek poważny, otoczony, jak zawsze, światem niestałości, niech czeka cierpliwie,