Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ostatnia moja uwaga tyczy się tej wybitnej fazy w historyi Burnsa: wizyty jego w Edymburgu. Często mi się zdaje, że postawa jego tam tworzyła najwyższy dowód tego zasobu wartości wewnętrznej i męzkości przyrodzonej, jakie były mu właściwe. Jeśli pomyślimy nad tem, to przyjdziemy do przekonania, że mało istnieje większych ciężarów, które mogłyby przytłoczyć siłę człowieka. Stało się to tak nagle! cały leonizm pospolity, do ruiny niezliczoną moc ludzi popychający, niczem był, że tak powiem, wobec tego. Było to tak, jak gdyby Napoleon stał się królem nie stopniowo, lecz odrazu, wprost z porucznikowstwa w pułku artyleryjskim La Fere’a Burns jeszcze w wieku lat dwudziestu siedmiu nie jest już nawet robotnikiem: człowiek to uciekający do Indyj Zachodnich od hańby i więzienia W jednym miesiącu — chłop to zrujnowany, któremu pensyę nawet — siedm funtów sterlingów rocznie — zabrano; w następnym — jest on w blasku wspaniałym wielkości i piękności, prowadzi do stołu pod rękę świecące od kamieni drogich księżne, staje się punktem, ku któremu wszystkich oczy się zwracają! Przeciwieństwo losu trudno czasem znosić, ale na jednego, co znieść potrafi pomyślność, znajdzie się stu, co zniosą nieszczęście. Podziwiam głęboko postawę Burnsa wobec tego wszystkiego. Być może, niemożliwą byłoby nawet rzeczą wskazać nikogo, kto — tak boleśnie doświadczony — tak mało równowagęby stracił. Spokojny, bez zdziwienia, ani onieśmielony, ani znów przesadnie pewny siebie, ani w nim niezgrabności bojaźliwej, ani pozy: oto obraz Burnsa naówczas. Czuje on, że jest właśnie człowiekiem, Robertem Burnsem, że