Strona:Thomas Carlyle - Bohaterowie.pdf/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Można go było na strych zapakować, wyśmiewać się z niego, jak z maniaka, kazać mu z głodu umierać, niby zwierzęciu dzikiemu w klatce, — lecz nie można mu było przeszkodzić we wznieceniu pożaru świata. Rewolucya francuzka znalazła w Rousseau swego ewangelistę. Jego rozumowania na wpół bredzące, co nędz życia cywilizowanego i innych rzeczy temu podobnych, bardzo się przyczyniły do wywołania szału zupełnego i powszechnego we Francyi całej. Zapewne, moglibyście tu zapytać: cóż świat i kierownicy jego potrafiliby zrobić z takim człowiekiem? Trudno powiedzieć, co zdołaliby z nim zrobić kierownicy świata! Co zaś on mógł z nimi zrobić, jest rzeczą, na nieszczęście, dość jasną: gilotynować ogromną ich liczbę! Ale dość już o Rousseau.

Ciekawe to było zjawisko w tym wieku XVIII, wieku suchym, niewierzącym, biorącym wszystko z drugiej ręki, owo powstanie bohatera, takiego jak Burns, wśród postaci sztucznych i wyrobów z kartonu. Stanowił on niby źródełko małe wśród pustyni skalistej, niby nagły błysk nieba sztuczny Vauxhall’u! Ludzie nie wiedzieli, co myśleć o tym błysku, i wzięli go za fejerwerk z Vauxhall’u: niestety! dał się on wziąć za to, chociaż walcząc przeciw temu nawpół naoślep, niby w goryczy śmierci! Nie było chyba człowieka, któremu podobni mu ludzie zgotowaliby takie nieodpowiednie przyjęcie. Znowu odegrał się pod słońcem dramat życiowy bardzo rozpaczliwy.
Wszyscy tu znają tragedyę żywota Roberta Burnsa. Jeśli tylko niezgodność miejsca zajmowanego z zasłużonem stanowi o przewrotności losu,